WYPRAWY TERENOWE W LATACH 2018-19 cz. 2 – Gnaszyn

Gnaszyn jeszcze raz, a co mi tam 🙂 O częstochowskich septariach pisaliśmy już kilkukrotnie przy okazji innych wpisów i mimo tego, że nie specjalnie lubię powtarzać treści na blogu, to szkoda mi zmarnować tylu fajnych fotografii. Częstochowskie cegielnie potrafią mocno zaskoczyć okazami, więc i tym razem raczej nie powieje nudą. Potraktujmy tę cześć wpisu terenowego jako fotorelację uzupełniająca poprzednie treści…w sumie im więcej materiału tym lepiej.

CEGIELNIA ANNA
Częstochowa, Śląskie, Polska

Anna jest naszym stałym punktem wycieczkowym. Niestety nie jest to już to samo miejsce, co w czasach eksploatacji. Tak naprawdę warto się skupić wyłącznie na drobnej hałdce, bo dawne wyrobisko jest nie dość że pełne wody, to jeszcze można utonąć w śmieciach.

Mimo to, na całe szczęście zawsze udaje się wyjść z Anny z pełnym plecakiem przyzwoitych okazów. Tym razem, podobnie zresztą jak poprzednio, moim celem był aragonit, o który tutaj jest znacznie łatwiej niż chociażby na Wienerbergerze.



Sferosyderyty luzem


Syderyt ilasty z szczelinami wypełnionymi przez kalcyt i aragonit. Dwa okazy z całkiem przyjemnie wykształconymi kryształami kalcytu sporych rozmiarów.

Zbliżenie na drugą połówkę. Taki „gruz” to ja lubię, a po doczyszczeniu wygląda jeszcze lepiej 🙂


…po raz trzeci 🙂


Limonit i/lub goethyt


Bliżej niezidentyfikowana, niezbyt ładna „padlina”. Ważne za to, że ze sporą ilością aragonitu


Aragonit. Szczególnie dobrze widoczne nagromadzenie przy powierzchni, nieco zbliżonych do włóknistych kryształów.

Jeszcze dwa ujęcia. Okazy te przyciągają uwagę głównie za sprawą ciekawej miodowej barwy aragonitu, znacznie odmiennej od tej wszechobecnego tutaj kalcytu.

Pięknie zachowana muszla. Ktoś rozpoznał w niej Trigonia costata, ale przyznaję, że mam spore wątpliwości. Określenie co to za zwierz zostawiam paleontologom. Jeśli ktoś wie, proszę o komentarz 🙂 Okaz obecnie w coll. Anny Andruchowicz

CEGIELNIA GNASZYN – WIENERBERGER
Częstochowa, Śląskie, Polska

Największa i najobfitsza „dziura” w okolicy. Wienerberger słynie z dużych ilości pięknych septarii oraz wszechobecnego sfalerytu w sferosyderytach. My jednak wybraliśmy się w nieco innym celu, ale o tym znajdziecie informację poniżej.

Poniżej krótki filmik z naszych wojaży po odkrywce:


Tak to wygląda…niby szaro i ponuro, a jednak bardzo malowniczo


Idziemy, idziemy…


Typowa septaria, jedna z wielu


Syderyty z kalcytem


Amonit, a raczej jego połówka. Gdzieś zagubił resztę 🙂


Ładnie zachowane rostrum belemnita


Taka ciekawostka – wnętrze syderytu ilastego; septa pokryta białym aragonitem. Rozbijając większe ilości syderytów czasami można trafić na takie wypadające z wnętrza „kulki”


Syderyt z „podstawką” z częstochowskiego iłu


Jeden z pierwszych ładniejszych okazów sfalerytu w syderycie ilastym. Najczęściej sfaleryt obecny jest w formie drobnych pojedynczych kryształów, rzadko trafiają się większe przerosty takie jak tutaj, w skupieniach wyglądem zbliżonym do rozet



Kolejne dwa dobre okazy. Fotografie robione świeżo po rozbiciu, więc nie oddają w pełni ich piękna. Po umyciu znacznie zyskały, a ten ostatni zasilił moją kolekcję.

Przejdźmy jednak do konkretów. Naszym celem była przede wszystkim galena, która to występuje tutaj niewspółmiernie rzadziej niż sfaleryt. Nie jest to jednak tak jak niektórzy twierdzili minerał na Wienerbergerze nie do zdobycia. Jak zwykle liczą się chęci, samozaparcie i dobre oko.


Jeden z pierwszych trafionych syderytów w pustkami wypełnionymi przez galenę. Na zdjęciu okruszcowanie jest dobrze widoczne, jednak w rzeczywistości galenę dość łatwo pomylić z wszechobecnym sfalerytem. Dopiero intensywny połysk galeny zdradza jej obecność.

Poniżej seria zdjęć dwóch najlepszych okazów. „Jądro” sferosyderytu ilastego pokryte przez iryzujący „turgit” i biały aragonit. Na powierzchni piękna galena z wyraźnie zaznaczoną powierzchnią kryształów. Niestety fotografie nieco mniej wyraźne, bo robione tuż przed samym zmrokiem…no dobra, ręce mi się trzęsły z wrażenia 🙂


Kolejna ciekawostka. Mocno iryzująca część muszli bliżej niezidentyfikowanego zwierza, na powierzchni iłu. „Okaz” dość mocno zaintrygował mnie swoją barwą (dobrze widoczną na zamieszczonym filmie), mimo, że nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi na takie szczątki. Na odkrywce kawałki skorup są szczególnie łatwe do znalezienia po deszczu i zbierając je, trzeba uważać, by nie odpadły z powierzchni iłu – bywają dość luźno przytwierdzone. Broń Boże myć!


Po zmroku z widokiem na zakłady…nastrojowo 🙂

Piotr Zając
realgarblog.com


 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *